login

Szczecin

6 Paramit



Teisho Roshiego Shodo Harady - Hokuozan 2011
tlumaczenie na j.angielski- ShoE
tlumaczenie na j.polski- Zbigniew Becker




1.Szczodrość    2.Wskazania      3.Cierpliwość     4.Pilność i wysiłek     5.Samadhi     6.Mądrość


Śarihotsu, pojawiający się również w Sutrze Serca jako Śariputra, był uczniem Buddy. Znany był jako najmądrzejszy spośród jego dziesięciu głównych uczniów. Sam był wcześniej uczonym, mając 250 uczniów. Niedaleko Czikurinczodźa, w mieście Nalanda, spotkał kiedyś ucznia Buddy. Ten uczeń jaśniał jakimś szczególnym pięknem, kiedy szedł przez miasto bez ociągania się czy pośpiechu. Miał na sobie zadbany strój i stąpał po cichu. W naturalny sposób przyciągnęło to uwagę Śariputry, który zapytał go: „Jakiego rodzaju praktykę uprawiasz”? – „Jestem uczniem Buddy Siakjamuniego”. – „Nigdy nie słyszałem tego imienia – czego on naucza”? – „Był księciem, ale zeszłego roku doświadczył oświecenia. Teraz mieszka w lesie Cziku. Naucza, że żyjemy zgodnie z przyczynami, które wywołują skutki. A zgodnie z tymi skutkami okoliczności znowu się zmieniają, i znikają. Użyłem tych słów jako koanu i urzeczywistniłem oświecenie”.

Śariputra był zdumiony, gdyż nigdy nie słyszał jeszcze o prawie przyczyny i skutku, pomimo tego, że był uczonym. „Cóż za zadziwiająca nauka – nigdy przedtem nie słyszałem takich słów”. Przez chwilę się zastanowił i razem z Mokurenem postanowili przyłączyć się do Buddy, przyprowadzając ze sobą po 250 własnych uczniów. W ten sposób liczba uczniów Buddy wzrosła o 500.

Wszystkie religie nauczają, że ten świat został stworzony przez ich boga, i jest również przez niego podtrzymywany. Lecz z buddyjskiego punktu widzenia nie wierzy się w stworzenie świata przez jakiegoś Boga, który miałby również podtrzymywać ten świat, ani też w żadne przypadkowe pojawienie się tego świata. Budda po raz pierwszy powiedział: „Wszystko pojawia się za sprawą przyczyny – istnieje prawo przyczyny i skutku”. Jest to podobne do tego, jak opisuje to współczesna nauka. Gdyby było prawdą, że świat został stworzony przez jakiegoś Boga, to na początku nie byłoby żadnego świata. Lecz obecnie widzimy, że ten wszechświat nie ma ani początku, ani końca.

Ponieważ, jeśli nie ma żadnego końca, to nie ma żadnego początku. A ten świat nie ma żadnego początku ani końca. Taka jest nasza rzeczywistość. Wszystko zależy od przyczyny przynoszącej dany skutek. Na przykład mamy ziarno pszenicy, które po dodaniu innych właściwych przyczyn w rodzaju wody i słońca, może zakiełkować i zmienić się we w pełni wyrośniętą roślinę, która z kolei znowu wytworzy ziarna pszenicy. Tak właśnie rzeczy pojawiają się na świecie. Rodząc się, utrzymując przez jakiś czas, a potem rozpuszczając ponownie. Rzeczy pojawiają się na chwilę, przyjmują określoną formę, a potem znowu rozpuszczają się powracając do pustki. Wszystko to ma miejsce zgodnie z prawami karmicznymi. Istnieją zjawiska trwające tysiącami lat, lecz nawet one na koniec się rozpuszczą. To jest prawo związków karmicznych.

Jako rzeczy najważniejszej Budda nauczał INNEN. Dziś bardzo często używamy Innen – jest to buddyjskie określenie. Znajomość działania praw karmicznych – Budda doświadczył oświecenia właśnie w oparciu o te prawa. Tak opisuje się to w sutrach. To dlatego w buddyzmie nasze istnienie widziane jest przez pryzmat sześciu krain istnienia - podobnych do szprych koła - przez które przechodzimy coraz to na nowo. Podstawą wszystkich tych sześciu krain jest niewiedza.

Jest kraina piekielna, kraina gniewnych demonów i kraina głodnych duchów. Te trzy krainy postrzega się jako ciężkie i mroczne. Następnie istnieją również krainy wyobrażeń, ludzi i istot niebiańskich. Ludzie posiadają zdolność do refleksji nad swoim postępowaniem i odczuwania żalu z jego powodu, i to właśnie z takiej refleksji nad sobą może narodzić się Budda. Istoty niebiańskie nie są zdolne do refleksji nad sobą. Ich życie wypełnia jedynie przyjemność. Wszyscy jesteśmy częścią tego prawa karmicznego i krążymy po tych sześciu krainach. Wszyscy rodzimy się na nowo i ponownie umieramy, odradzając się znowu, lecz niekoniecznie jako istoty ludzkie. Możemy też stać się psem, kotem, koniem, czy krową. Tak naucza buddyzm.

Możemy nie wiedzieć, co przyniesie nam przyszłość, lecz mieć odczucie bycia w przeszłości określonym zwierzęciem. Jeśli byliśmy w przeszłym życiu kotem, znaczy to, że teraz lubimy koty, i mamy poczucie bliskości z ich ścieżkami i potrzebami. Możemy w taki sam sposób rozumieć ścieżki psa, rośliny, ważki czy motyla. Każdy z nas przyjmował wiele postaci i form wyrazu. Odradzanie się, już ponad 3000 lat temu było sposobem postrzegania życia w plemiennych Indiach. Ewolucja jest widzeniem tego w sposób naukowy, nie jest poglądem religijnym. Punktem skupienia prawdziwej religii jest zrozumienie siebie, i praca nad staniem się w przyszłości Buddą.

Te sześć ścieżek jest częścią naszej przeszłości, ale prowadzą nas one również przez przyszłość. Na długiej ścieżce ewolucyjnej rozwinęliśmy się z drobnoustrojów. Możemy jednak znaleźć te sześć ścieżek również w tym, jak rozwinie się nasza przyszłość. Kiedy jesteśmy gniewni i nie chcemy ustąpić, jesteśmy wtedy gniewnym demonem. Innym razem nasza pierś płonie z poczucia wstydu, i wtedy jesteśmy w świecie chciwych demonów. Innym razem jesteśmy tak przepełnieni pragnieniem, że nie możemy puścić obrazu tego, czego pragniemy, nie możemy nawet jeść czy spać, całkowicie wypełnieni tą ideą, od rana do nocy pełni lęku i obaw – to wtedy jesteśmy w krainie piekielnej. Mamy też chwile radości i lekkości, kiedy to igramy sobie w krainie istot niebiańskich. Lecz obecnie posiadamy formę ludzką, której szczególną cechą jest odczuwanie wstydu, i zdolność do doznawania skruchy z powodu własnych czynów czy stanów umysłu. Jedynie z takiego właśnie stanu umysłu może pojawić się Budda. Dlatego też narodzenie się jako istota ludzka jest sprawą najważniejszą. Sposobność do narodzenia się jako człowiek jest czymś rzadkim, ale właśnie ją uzyskaliśmy. Jeśli pomyśleć o tym wszystkim w taki sposób, to te sześć krain można odkryć również w codziennym życiu.

Gdzie zaczęła się ta ścieżka? Gdzie znajduje się źródło tego złudzenia? W Chrześcijaństwie mówi się, że była nim ta chwila, kiedy Adam zjadł jabłko z drzewa świadomej przytomności. W buddyzmie widzi się to odmiennie, mówiąc, że podstawą tego zamętu jest samo życie.

Powód naszych narodzin w jakiś bardzo szczególny sposób wynika z przeszłych związków karmicznych. Zaczynamy od stanu całkowitego braku świadomości, w ciemności, w oparciu o czyste pragnienia. Łono przyjmuje nowe życie, i tam ciało i dusza łączą się ze sobą. Rozwija się sześć narządów zmysłów: oczy, uszy, nos, język, ciało i umysł, i poprzez nie otrzymujemy napływające sygnały i energię. Zaczynamy lubić i kochać określone rzeczy, i powstaje z tego przywiązanie polegające na pragnieniu tego, co lubimy i unikaniu tego, czego nie lubimy. W ten sposób rozwijamy się w dorosłą istotę ludzką, przeżywamy swoje życie pracując i umieramy. Prawda naszego istnienia jest taka, że wszyscy stajemy przez chorobą, starością i śmiercią.

Po swoim przebudzeniu, Budda siedział pod drzewem Bodhi, żeby zrozumieć te prawa karmiczne.

Skąd przychodzi cierpienie starości i śmierci?

Przychodzi ze świadomości bycia żywym.

Skąd przychodzi ta świadoma przytomność bycia żywym?

Przychodzi z przywiązania do swojego ciała i umysłu.

Skąd przychodzi to przywiązanie?

Przychodzi z sięgania po to, co lubimy, i chwytania się tego.

Dlaczego sięgamy po coś?

Sięgamy po coś, gdyż tego chcemy.

Dlaczego tego chcemy?

Ponieważ postrzegliśmy to swoimi oczami i uszami.

Dlaczego to postrzegliśmy?

Ponieważ posiadamy narządy zmysłu.

Dlaczego posiadamy narządy zmysłu?

Ponieważ rodzimy się w sześciu krainach.

Dlaczego rodzimy się w sześciu krainach?

Ponieważ otrzymaliśmy życie.

Dlaczego otrzymaliśmy życie?

Ponieważ życie pragnie być postrzeganym.

To jest korzeń przyczyny naszego cierpienia, nieświadoma część naszego istnienia.

Przyglądając się wielokrotnie temu prawu, Budda urzeczywistnił prawdę w tych słowach. Podstawę sześciu krain istnienia stanowi nieuprzytomnianie sobie tego wszystkiego, zaś to nieuprzytomnianie przynosi nowe nieuprzytomnianie. Konieczność przechodzenia coraz to na nowo przez te sześć krain, jest losem tych, którzy otrzymali życie.

Lecz czyżby nie było żadnej ścieżki wyprowadzającej nas z tego nieprzerwanego odradzania się w tych sześciu krainach? Istnieją asceci, którzy idą w góry, gdzie jedząc tylko jedno ziarnko ryżu dziennie porzucają wszystkie uczucia i przywiązania. Poprzez te praktyki są w stanie wejść w stan umysłu całkowitej wolności i jasności.

Czy znaczy to jednak, że wszyscy musimy zostać ascetami, jeśli chcemy urzeczywistnić prawdę? Czy nie ma żadnej ścieżki umożliwiającej nam pozostanie w społeczeństwie, posiadanie rodziny, a mimo to wyzwolenie się od tych cierpień? Czy istnieje taka ścieżka zbudzenia się z przywiązania?

Buddyzm nie może jedynie wymagać tych szczególnych praktyk ascetycznych. Powstała więc ścieżka Buddyzmu Mahajany. Mówi się, że ta część wielkiego pojazdu pojawiła się 500 lat po śmierci Buddy. W jednej ze swych ostatnich nauk, w Hokkekjo (sutra Lotosu – przyp. tłum), Budda odrzucił wszystkie sposoby nauczania i nauczał czystej Dharmy, mówiąc, że nawet jeśli nie praktykujemy ascetyzmu, to jesteśmy w stanie otworzyć oko swojego umysłu i urzeczywistnić tę samą mądrość, co Budda. A wtedy możemy żyć ze stanu tej jasności i mądrości. To jest nauka buddyzmu Mahajany, ścieżki mogącej przynieść wyzwolenie każdemu.

Jeśli nie ma usiłowania czy pragnienia urzeczywistnienia oświecenie, to ono się nie wydarzy. Jedziemy tym wielkim pojazdem buddyzmu Mahajany, lecz wszyscy mamy też własne rowery, z własnymi pedałami i kierownicami. Możemy wspierać się wzajemnie w swoim pragnieniu urzeczywistnienia tej prawdy. W trakcie bycia żywymi stajemy przed zagadnieniem życia i śmierci. W Hokkekjo mówi się, że tym miejscem, gdzie żyje prawdziwa religia, jest nasze codzienne życie. Jako osoba świecka, wiodąca świeckie życie, posiadająca rodzinę i pracę, nie przestajemy oczyszczać i upraszczać swojego umysłu.

W sutrze Wimalakirtiego mówi się: Prawdziwym urzeczywistnieniem jest urzeczywistnienie oświecenia bez porzucania ścieżki osoby świeckiej.

Praktykowanie jako osoba świecka stanowi ścieżkę bodhisattwy. Tylko jeden spośród słynnych bodhisattwów jest wyświęcony, mianowicie Bodhisattwa Dzidzo. Bodhisattwa Dzidzo pomaga doznającym głębokiego cierpienia i bólu. Zstąpił do tych trzech ciężkich krain piekła, gniewu i głodnych duchów. To znaczy, że istoty te nie mogłyby otrzymać pomocy bez poświęcenia i oddania ze strony Dzidzo. Kiedy te trapione dusze widzą wyświęconą osobę, która porzuciła wszystko dla wyzwolenia innych, wtedy również czują się zainspirowane do uwolnienia się od swojego cierpienia.

Jednakże jedyną prawdziwą ścieżkę wyzwolenia od cierpienia osoba świecka może znaleźć w Samadhi. Puszczając wszystkie przeszkody wewnątrz i wszystkie przywiązania na zewnątrz, siedzimy w zazen i wchodzimy w samadhi, głęboką koncentrację. Z jasności, doświadczonej w tej głębokiej medytacji, rodzi się oko widzenia rzeczy takimi, jakie one są naprawdę. Również z tego samego źródła, z tej wolności widzenia rzeczy takimi, jakie są naprawdę, pochodzą wszelkie przejawy ludzkiej kultury i sztuki. Stamtąd pochodzą wszystkie ścieżki duchowe i cała kultura.

Samadhi jest urzeczywistnieniem tego, że wszyscy jesteśmy połączeni, i oddaniem się pomaganiu innym. To jest ścieżka bodhisattwy w buddyzmie Mahajany.

  1. Szczodrość

Dochodzimy tu do pierwszego aspektu mądrości związanej z podążaniem tą ścieżką, którą jest szczodrość albo dawanie datków i ofiar. Tymi ofiarami mogą być jakieś wartości materialne, bądź też nauki Dharmy. Bodhisattwa poświęcający energię swojego życia praktyce duchowej, dzieli się jej owocami z innymi, natomiast bodhisattwowie zajmujący się życiem w społeczeństwie, wspierają innych ofiarami materialnymi. Budda za swego życia nauczał tego aspektu w jasny sposób, i od tamtego czasu stanowi to podstawową, najważniejszą naukę buddyjską. Nie obdarowywać jedynie nieliczne osoby wokół siebie, lecz dzielić się z otwartym sercem ze wszystkimi istotami. Im bardziej jesteśmy gotowi dawać nauki, tym więcej osób dookoła jest też gotowych do ich przyjmowania. Dziś stało się to trudne, gdyż ludzie są tak niezwykle zajęci ochranianiem samych siebie. Dlatego też tak bardzo ważne jest to dawanie datków.

W pewnej wiosce żyło stare małżeństwo. Ich spiżarnia opustoszała, więc sprzedali trochę drewna na opał i dostali za to cztery miarki ryżu. Prosząc o datki, pojawił się Czikuren Czodźja, więc babcia dała mu jedną miarkę ryżu. Niebawem po nim przyszli Mokuren i Śarihotsu, którym także dała po miarce. Była pewna, że ta pozostała miarka ryżu wystarczy dla niej i jej męża na kilka dni. Kiedy jednak zobaczyła Buddę idącego drogą i zbierającego datki, również jemu dała miarkę ryżu, i dopiero patrząc, jak odchodził, zdała sobie sprawę, że to była ich ostatnia miarka ryżu. Kiedy wrócił mąż przeprosiła go, mówiąc, że bardzo się pomyliła. Lecz mąż pochwalił ją za ofiarowanie tych datków. Sprawdził ponownie w spiżarni, i ku ich wielkiemu zaskoczeniu okazało się, że jest ona pełna wszelkich skarbów i żywności. Ta opowieść nie dotyczy cudów, lecz można ją wyjaśnić jako odkrycie w spiżarni bogactwa duchowego. Nawet jeśli nie ma żadnego bogactwa materialnego, to nadal można dostrzegać bogactwo duchowe. Stare małżeństwo doświadczyło w umysłach głębokiego zadowolenia.

Mądrość i szczęśliwość są ściśle ze sobą połączone. Mówi się, że jeśli ktoś całkowicie urzeczywistnił mądrość, to nie będzie mu niczego brakowało również na poziomie materialnym. Oznacza to, że jeśli ludzie urzeczywistniają swoją wrodzoną mądrość, to wtedy zaspakajane są ich wszystkie potrzeby na poziomie materialnym. Można powiedzieć, że ludzie kiepsko wypadają na poziomie duchowym, ponieważ są zbytnio przywiązani do dóbr materialnych. Gdybyśmy wszyscy byli gotowi dzielić się z innymi, nie musielibyśmy mieć na tej planecie żadnego ubóstwa materialnego.

Budda nauczał, że jest siedem sposobów dawania innym rzeczy niematerialnych: widzenie innych chłodnym i jasnym okiem, i ofiarowywanie im w ten sposób tej jasności – to jest pierwszy z nich. Drugim aspektem jest mówienie miłych słów. Mówienie dziękuję i dodawanie sobie wzajemnie otuchy, odczuwanie współczucia dla drugiej osoby. To jest prawdziwy dar. Otwarty i uprzejmy wyraz twarzy radośnie dotyka oglądających go ludzi. Ciepłe serce jest najlepszym darem dla tworzenia ciepłego społeczeństwa. Ofiarowanie swego ciała, tak jak Budda w przeszłości ofiarował swoje ciało jako pożywienie dla głodnej tygrysicy, która musiała nakarmić swoje szczenięta – nie musimy posuwać się tak daleko, ale możemy ofiarować siebie pracując dla innych.

Szóstym aspektem jest danie podróżnikowi miejsca do spania na noc, i ustąpienie swojego miejsca, by ktoś inny mógł odpocząć. Takie ustępowanie miejsca w autobusie czy pociągu osobie starszej czy komuś w potrzebie, stało się tymi czasy sprawą oczywistą. To jest te siedem sposobów, jak możemy dawać innym nie potrzebując do tego żadnych pieniędzy ani rzeczy materialnych, a więc są one nazywane siedmioma niematerialnymi sposobami dawania.

W 28-ym pokoleniu po Buddzie, Bodhidharma został pierwszym Patriarchą w Chinach. Tysiąc pięćset lat temu opuścił Indie, podróżował przez trzy lata po Morzu Bengalskim, i dotarł do Chin. W tym czasie Chiny były podzielone na cesarstwo północne i południowe: Rjo na południu i Ki na północy. Cesarz kraju południowego Rjo głęboko wierzył w buddyzm, będąc również wielkim uczonym. Kiedy usłyszał o przybyciu z Indii wielkiego świętego, niezwłocznie udał się, by go pozdrowić. „Osio, jakie zasługujące na wdzięczność sutry przywiozłeś ze sobą? Czy dasz mi nauki?” Bodhidharma odpowiedział: „Przybyłem tylko ja, nie przywiozłem żadnych sutr”. Cesarz był zaskoczony. „Buduję świątynie, przekładam sutry, utrzymuję mnichów i mniszki, robię buddyjskie posągi. Jakie są moje zasługi? Ludzie nazywają mnie Cesarzem Kopalni Buddy. Czy zgromadziłem jakąś zasługę”? – „Żadnej zasługi”. Chwila surowego pozdrowienia. Cesarz zagubił się w ogromie umysłu Bodhidharmy. Byli na różnych poziomach, więc nieco ochłonął. „Żadnej wdzięczności za tłumaczenie sutr, budowanie klasztorów – za co jest się więc wdzięcznym w naukach buddyjskich”? Cesarz znacząco ochłonął. Bodhidharma odpowiedział z chłodnym wyrazem twarzy: „Nie ma niczego, za co trzeba by być wdzięcznym. Rzeczy są jakie są – żadnej potrzeby wdzięczności”. Cesarz dał się coraz bardziej wciągnąć w ten świat, o którym nic nie wiedział. „Jeśli nie ma niczego, za co trzeba być wdzięcznym, to czy ty sam jesteś kimś, któremu trzeba być wdzięcznym”? – „Nie wiem”. To było piękne zakończenie ich rozmowy. Bodhidharma udał się w dalszą podróż niewielką łodzią, dotarł do gór Suzan, przez dziewięć lat siedział przed ścianą, i wychował ucznia Niso Eka Dajśi. Tam pojawiły się słynne słowa Bodhidharmy: Puść wdawanie się w cokolwiek zewnętrznego, bądź nieporuszony wewnątrz; kiedy twój umysł jest jak ściana, wtedy jesteś na ścieżce.

Puszczenie wszystkiego na zewnątrz oznacza nie wikłanie się w pochwałę ani przewinę, w zysk ani stratę. Nie wdawanie się w to, jaka jest sytuacja zewnętrzna. Wewnątrz radość, smutek, myślenie o tym, co będzie się robiło potem – nie przywiązywanie się do swoich emocji. Kiedy umysł jest spokojny jak ściana, wtedy jest się na ścieżce do oświecenia. Budowanie klasztorów, utrzymywanie mnichów i mniszek, przekładanie sutr i budowanie buddyjskich posągów – przeliczanie wszystkiego tego, co się zrobiło – trzeba puścić to zewnętrzne angażowanie się. Myśleć, że nasze imię pozostanie po naszym życiu – jeśli tak myślimy, to nigdy nie zrozumiemy Zen, czy choćby przeżyjemy swoje życie uczciwie. Oto dlaczego Bodhidharma powiedział: Żadnej zasługi. Ważne jest, by robiąc coś dla innych, od razu zapominać o tych uczynkach. Rozpowiadanie o nich jest jak robienie jakiegoś kroku i od razu cofanie się znów w zamęt i przywiązanie. To nie jest żadna prawdziwa zasługa. Puściwszy się tych przedmiotów przywiązania, możemy dotrzeć na drugi brzeg przebudzonego umysłu.

2. Wskazania

Drugim aspektem mądrości podążania ścieżką jest cnota albo wskazania. Dla ścieżki bodhisattwy podaje się określone zasady i wskazania. Dziesięć wskazań, 42 reguły, 250 reguł dla mnichów, 500 dla mniszek - wszystkie one zostały szczegółowo opisane. Najważniejsze jest jednak pięć pierwszych wskazań:

1. nie zabijać

2. nie kraść

3. unikać niejasnych związków pomiędzy mężczyzną a kobietą

4. nie kłamać

5. nie zwodzić prawdziwej jaźni

Czy jesteśmy osobą świecką czy wyświęconą, to tak długo jak podążamy ścieżką buddyjską, powinniśmy żyć zgodnie z tymi wskazaniami. Najważniejsze jest pierwsze wskazanie: nie odbierać życia.

Budda, kiedy umarł, położył się na prawym boku zwrócony głową na północ a twarzą na zachód. Istnieje rysunek przedstawiający tę scenę, gdzie otaczają go wszyscy jego uczniowie, i wszyscy płaczą. Byli przy nim również jego główni uczniowie, i też płakali. Ananda Sondźia, który asystował Buddzie przez 20 lat, mógł w tej chwili jedynie płakać. Zgromadziły się tam też wszystkie zwierzęta: słoń, lew, tygrys, pies, koń, żuraw, wąż, żółw i robaki – te i jeszcze więcej - zgromadziły się tam, i płakały ze smutku. Ten, kto pierwszy narysował tę scenę, dobrze uchwycił w swoim obrazie to, że Budda posiadał umysł głęboko połączony z wszystkimi istotami. A ponieważ wszystkie żywe istoty smuciły się z odejścia Buddy, pokazuje to, że wszystkie je dotknęło jego współczucie. Podróżując, Budda zawsze nosił ze sobą tkaninę, przez którą filtrował wodę przed wypiciem, żeby oszczędzić nawet najdrobniejsze stworzenia w niej żyjące. Idąc, stukał głośno kijem podróżnym, żeby tym dźwiękiem ostrzegać wszystkie zwierzęta, by mogły uciec z drogi i nie zostać przez niego rozdeptane. W ten sposób Budda uważał, żeby nie skrzywdzić czy zabić nawet najdrobniejszego stworzenia. Nauczał tego samego: że życie każdej osoby jest bardzo cenne. Nie wolno odbierać życia innym, lecz również nie można nie cenić skarbu własnego życia. Wszystkich wypełnia natura Buddy, i odbieranie jakiegokolwiek życia jest odbieraniem natury Buddy.

Pewnego dnia Budda i Ananda szli drogą. Budda podniósł kawałek ziemi na paznokciu i spytał Anandę: Anando, czego jest więcej – ziemi na moim palcu czy ziemi na całym świecie? – Ananda odpowiedział: Czcigodny, ziemi na całym świecie jest o wiele więcej, niż na Twoim paznokciu. – Budda odpowiedział: Dokładnie tak, ilość ziemi na tej planecie odpowiada ilości rodzących się istot, lecz jako ludzie rodzi się jedynie tak niewiele istot, jak jest ziarenek ziemi na moim paznokciu. Doceniaj ten skarb sposobności urodzenia się jako istota ludzka. W oceanie jest tak wiele ryb, że czasem mogą go zabarwić swoją mnogością, a czasem ptaki mogą wypełnić niebo, niemal zupełnie je zakrywając. Kiedy zdajemy sobie z tego sprawę, staje się oczywiste, że istot ludzkich jest o wiele mniej. Patrząc na historię ewolucji widzimy, że również okres istnienia istot ludzkich na tej planecie nie jest bardzo długi. Żeby się rozwinąć, istoty ludzkie musiały przebyć bardzo długą drogę. Nauka nie jest w stanie nawet policzyć wszystkich miliardów istniejących gwiazd, a na ilu z nich istnieje życie? Kiedy o tym pomyślimy, to ilość ludzi urodzonych na tej planecie jest naprawdę jedynie tak mała, jak ziarenek piasku na paznokciu. Jakże byśmy więc mogli trwonić to życie, które jest tak drogocenne?

Niemal codziennie możemy czytać doniesienia o morderstwach i zabójstwach, co przynosi nam mroczne, ciężkie uczucia. Jak to możliwe, że dziś ludzie nie cenią sobie skarbu energii życia? Dlaczego tracą wszelką nadzieję i miłość do siebie? Jak mogłyby tu pasować słowa Buddy? Czyżby współcześni ludzie nigdy nie słyszeli słów Buddy? Czy też może zapomnieliśmy podzielić się tą wiedzą Buddy z całym społeczeństwem? Wszyscy musimy głęboko się nad tym zastanowić.

Dżihad i inne buńczuczne postawy utrzymują, że zabijanie innych stanowi dobry uczynek. Czyżbyśmy zaprzedali własną duszę złu? Istnieje też teza, że potrzebujemy armii dla obrony swojego społeczeństwa, ale to nie pasuje do nauk Buddy o nie zabijaniu. Utrata tych podstawowych wartości w życiu tworzy smutek dzisiejszych ludzi. Musimy mówić każdemu, że zabijanie nie jest żadnym wyborem. Musimy opowiadać się przeciwko wojnie. Wszyscy buddyści powinni trzymać się za ręce i wnosić światło w tę naukę Buddy – dając światu pokój.

Drugim ze wskazań jest nie kraść.

Albert Schweizer był Niemcem, który kiedyś pracował w Afryce. Większość ludzi słyszała o nim. Kiedy był dzieckiem, bawił się kiedyś z innymi i przewrócił swojego przyjaciela na ziemię. Kiedy przyjaciel podniósł się z ziemi, powiedział: Inaczej niż ty, ja nie jem mięsa dwa razy w tygodniu. Gdybym się porządnie odżywiał, to nie byłbym słabszy od ciebie. Te słowa towarzyszyły Albertowi Schweitzerowi przez całe życie. To nie ja wygrałem walkę, lecz dobrze się odżywiałem i miałem więcej siły. Wstąpił na uniwersytet, został księdzem, a następnie szkolił się, żeby zostać lekarzem. Wiódł życie nie uznając swoich dóbr za swoje własne. Wszystko było pożyczone od społeczeństwa. Jego mądrość nie była jego własnym urzeczywistnieniem, lecz została mu dana przez społeczeństwo. Nie studiował sam, a jedynie społeczeństwo dało mu sposobność do studiowania. Chciał oddać wszystkie otrzymane rzeczy i podzielić się nimi ze społeczeństwem, nikogo nie pomijając. Pojechał więc do Afryki, gdzie jako lekarz uwalniał ludzi od bólu fizycznego, zaś nauczając ścieżki Boga, i dając im ścieżkę, w którą mogliby wierzyć, uwalniał ich od bólu mentalnego. Żył oddawszy się całkowicie ludziom będącym w potrzebie. Taki sposób widzenia własnego życia wydaje się wręcz bardziej buddyjski, niż chrześcijański. Nie żyjemy w oparciu o własną niewielką siłę, lecz jesteśmy niesieni przez cały wszechświat. To nie my żyjemy, a jedynie otrzymujemy to życie. To jest buddyjski sposób postrzegania życia oparty o związki karmiczne. Z tego wypływa nasze poczucie wdzięczności. Nie ma na tym świecie niczego, co jest nasze własne, nie ma też niczego, co moglibyśmy ukraść innym.

To jest mój dom, to jest mój samochód, to jest moja żona, to jest moje dziecko, to jest moje ciało – z tego przywiązania pojawia się podział na siebie i innych. Oczywiście prawo mówi, żeby nie brać niczego, co należy do innych, lecz patrząc na głębszym poziomie, nie ma niczego takiego, co mogłoby zostać odebrane. W przyrodzie, w społeczeństwie, nawet nasze ciało jest częścią ogromniejszego obrazu i stale się zmienia. Nie możemy się czegoś takiego chwycić. Jak powiedziano w dawnych czasach, te rzeczy są jak krople rosy, znikające wraz z pojawieniem się promieni słońca. Wszystkie istniejące rzeczy są – słowami Sutry Diamentowej - jak sen, jak błyskawica z chmury latem, jak cień, jak krople rosy.

Jak napisał w swoim wierszu śmierci poeta Ikkju: tego dnia po prostu oddaję z powrotem to, co sobie pożyczyłem. Nawet moje ciało, nawet mój umysł zostały mi wypożyczone. Kiedy umieramy, wszystko to musi zostać całkowicie oddane. Urzeczywistnienie tego, że w tym życiu nie należy do nas nawet jedno ziarnko piasku, jest zrozumieniem wskazania by nie kraść. Tak jak Budda miał jedynie trzy szaty, miskę i kij podróżny – miał ze sobą tylko te rzeczy. Piękny wygląd nie trzymania się niczego osobistego, lecz oddania wszystkiego społeczeństwu. Z takiego stanu umysłu możemy po raz pierwszy zobaczyć, jak wszystko jest naszą energią życiową, jak wszystko jest tą samą energią życiową. I z tego właśnie miejsca otwiera się ogromny świat połączenia z wszystkim. Nie ma niczego, do czego musielibyśmy się przywiązywać, czy poszukiwać. Wszystko porusza się zgodnie z prawem karmicznym. I rodzi się w naszym życiu pewien ogrom. Przynosi to ten stan umysłu, który jest w każdej chwili gotów do ruchu na rzecz całego społeczeństwa. Nie postrzeganie niczego jako swego własnego, i życie z otwartości dzielenia się z wszystkimi dookoła - to jest zrozumienie wskazania by nie kraść. Nawet własne życie jest czymś, do czego nie możemy się przywiązywać – gdyż jest nam dane tylko tak długo, jak pozwalają na to związki karmiczne. Tak jak płynąca woda – wszystko nieustannie się zmienia.

Brak jasności w związkach pomiędzy mężczyzną a kobietą

W Kattosiu jest pewnie koan, o babci, która naprawdę lubiła mnichów Zen. Sama praktykowała za młodu, a więc jeszcze cieplejszym uczuciem darzyła mnichów Zen. Pewnie mnich Zen ćwiczył się samotnie w szałasie przez wiele lat, a ona trzy razy dziennie przynosiła mu jedzenie. Od wielu lat w ten sposób składała mu ofiarę. Miała ze sobą wnuczkę do pomocy w domowych pracach. Pewnego dnia powiedziała wnuczce, by ta odebrawszy od mnicha puste miski uścisnęła go mocno i zapytała: jak to teraz jest? Zrobiła tak, a ten mnich Zen odpowiedział: Jak wyschnięta sosna na skale. Jakby nic się nie wydarzyło. Kiedy wnuczka zaniosła babci odpowiedź mnicha spodziewała się, że babcia się ucieszy, lecz ta się okropnie rozgniewała: Przez ponad dwadzieścia lat dawałam ofiary bezużytecznemu mnichowi. Jakże się pomyliłam! Wygoniła tego mnicha i nawet spaliła jego szałas. Co powinien był odpowiedzieć ten mnich, żeby nie został wyrzucony przez babcię a jego szałas spalony? Tak właśnie brzmi ten koan. Lecz być w stanie odpowiedzieć, po uścisku ze strony wnuczki, że czujemy się jak zeschła sosna na nagiej skale – nie jest to łatwa odpowiedź. Musiał to być mnich, który miał za sobą bardzo surowy trening. Czemu więc babcia wygoniła go i spaliła jego szałas? Tak jak z pragnieniem jedzenia, również z pragnieniem seksu nie jest łatwo sobie poradzić. Przekroczenie tych pragnień wymaga niemałych wysiłków. Musimy spalić swoje ciało i połamać kości, a wtedy po raz pierwszy będziemy w stanie odpowiedzieć tak, jak tamten mnich.

Można widzieć w tym cel Hinajany, mniejszego pojazdu buddyjskiego. Lecz jakiego rodzaju życie przychodzi z wykonania tak ogromnego wysiłku? Tamten mnich był całkowicie zajęty i wypełniony zajmowaniem się własnymi uczuciami. Nie był nawet w stanie przekazać wnuczce żadnych nauk. Buddyzm Mahajany, wielki pojazd, widzi to odmiennie. Nie usiłujmy wygasić pragnień, pozostawiając je jako pragnienia, lecz najpierw urzeczywistniamy naturę Buddy. I z tego doświadczenia natury Buddy, w tym stanie ogromnego wszechobejmującego umysłu, pragnienia słabną i gasną. I z tego stanu bylibyśmy w stanie pozdrowić wnuczkę słowami pełnymi dobroci.

W Sutrze Kannon jest taki urywek, który brzmi: Bodhisattwa Kanzeon jest naturą Buddy, i jeśli stale powtarzamy imię Kanzeon, to jakby wielkie nie były nasze pragnienia, możemy w naturalny sposób nabrać do nich dystansu. Nie oznacza to po prostu odcięcia tych pragnień, lecz mając je nadal - uwolnienie się od nich. Jest to tak, jak kiedy z bagna wyłania się piękny kwiat lotosu i nie pozostaje na nim nawet najmniejsza plamka błota. Oto jak kwiat natury Buddy rozkwita z błota pragnień, nie będąc przez nie brudzony.

Pójdźmy w jakieś miejsce nad chmurami, skąd możemy widzieć lśniący księżyc. Jeśli będziemy nadal patrzeć na księżyc spod chmur, to nigdy nie ujrzymy jego jaskrawej promienności. Jeśli czujemy się przygnieceni przez pragnienia, to wprawiają nas one w zamęt. Jeśli wzbijamy się ponad pragnienia, to - bez względu jak silne mogą się wydawać - nie przeszkadzają nam. A jeśli jesteśmy w stanie wznieść się ponad własne pragnienia, to możemy rzeczywiście zobaczyć je jako interesującą cześć samych siebie. Jak mówi Sutra Serca – istnieją złudzenia i nie ma potrzeby uwalniania się ze złudzeń. Pragnienia mogą istnieć – to jest w porządku. One nie muszą istnieć – i to także jest w porządku. Umysł, któremu nie przeszkadza żadna z tych sytuacji, jest umysłem mądrości.

Księżycowi nie przeszkadza to, że jest odbijany przez wodę, a woda nie wie o tym, że odbija księżyc.

Kiedy jesteśmy pośród pragnień, to ten stan umysłu, którego one nie są w stanie zakłócić, jest naszym prawdziwym czystym umysłem. Nie bycie przywiązanym do pragnień jest trzecim wskazaniem dotyczącym jasnych związków pomiędzy mężczyznami a kobietami.

Nie kłamać.

W tym zmiennym świecie nie ma ani jednej rzeczy, w którą moglibyśmy wierzyć. Musimy więc przede wszystkim urzeczywistnić własne życzenia i oddanie. Rankiem – młodzieniec; nocą – zimne zwłoki. Nie możemy wierzyć w inne istoty ludzkie czy we własne ciało, ani nawet we własny umysł. Takie właśnie jest życie – stale zmienne. Możemy spać sobie we własnym łóżku, kiedy nagłe trzęsienie ziemi burzy dom, a walące się ściany zabijają nas podczas snu. Może się nawet tak wydarzyć.

Budda nauczał: własny umysł jest jak gang, jak jadowity wąż – jest takie niebezpieczne miejsce w umyśle. Możemy uważać się za szczęśliwców, jeśli nie popełniliśmy żadnego przestępstwa, jeśli nie znaleźliśmy się w takich okolicznościach, które zmusiłyby nas do popełnienia jakiejś zbrodni. Jedyną rzeczą, której możemy się trzymać w swoim umyśle jest powtarzanie imienia Buddy. Jedynym prawdziwym umysłem jest umysł wierzący. Wiedząc o tym, że nasze życie przeminie i że umrzemy, zdając sobie z tego sprawę - możemy urzeczywistnić umysł wiary w zazen. Możemy wejść w stan umysłu, w którym nie pozostały już zupełnie żadne myśli, i tam możemy znaleźć prawdę o człowieku. Jest to tak, jakbyśmy urzeczywistnili bezczasowego Buddę wprost we własnym umyśle. Jest taki wiersz: kto potrafi uwierzyć w ten głęboki umysł, ten właśnie tam odkrje naturę Buddy. Zazen jest tą prawdą, ta prawda jest naturą Buddy, ta natura Buddy jest wolnością od cierpienia. Można też zamienić słowa ‘natura Buddy' na urzeczywistnienie Jaźni. W takim miejscu nie jesteśmy już ani kobietą, ani mężczyzną, ani bogaczem, ani biedakiem, ani uczonym, ani kimś głupim, ani pięknym, ani brzydkim, ani młodym, ani starym, ani dobrym, ani złym, ani Buddą, ani kimś doznającym złudzeń, ani wielkim, ani małym, ani czerwonym, ani białym, ani okrągłym, ani kanciastym, ani żywym, ani martwym. Żadne słowa nie są w stanie dotrzeć do tego miejsca – to jest absolut, to jest źródło.

Nie ma słów, które mogłyby wyrazić tę prawdę, które mogłyby dotrzeć do tej prawdy. To jest prawdziwy stan umysłu, to jest satori, którego nie można wyrazić słowami. To jest właśnie to wskazanie o nie kłamaniu – i życiu wyłącznie w oparciu o to prawdziwe doświadczenie zazen.

Nie zwodzić prawdziwej jaźni

Prawdziwy stan własnego umysłu jest czysty, jasny i przejrzysty, i nic go nie może zatrzymać. Lecz jako ludzie mamy pragnienia, które w jednej chwili przynoszą nam myśli. Podczas gdy nasz prawdziwy umysł pozostaje czysty, jesteśmy wciągani w zamęt myśli i uczuć. Ponieważ ścieżka naszego życia to urzeczywistnienie tej czystości umysłu i powrót do niej, to jeśli polegamy na czymkolwiek innym, niż ta jasność, przez chwilę możemy doznawać zaspokojenia, odprężenia i poczucia ulgi, lecz nie powinniśmy przywiązywać się do tych innych środków, gdyż one jedynie utrzymują nas w tym braku jasności.

Istnieją również reguły ustanowione przez Buddę, mówiące o nie wytwarzaniu i sprzedawaniu alkoholu. Alkohol sam w sobie nie jest niczym złym, lecz picie go przesłania naszą prawdziwą naturę. Zawsze są ludzie, którzy lubią alkohol, a pijąc go nie upijają się. Są również tacy, którzy upijają się, ale wykonują wspaniałą pracę na rzecz społeczeństwa. Artyści, politycy, a nawet również osoby religijne. Tak więc samo picie alkoholu nie jest złe, lecz jeśli go pijemy, a nasz umysł staje się niejasny i pomieszany, to to już nie jest dobre. Nie powinniśmy tracić swojego prawdziwego umysłu dla alkoholu, gdyż tworzy to problemy w życiu, w rodzinie, powoduje utratę poczucia odpowiedzialności. Na to właśnie wskazuje tu Budda. Jak powiedział Bankei Zendźi: Kto nie pije alkoholu, ten nie potrzebuje tego piątego wskazania. To nie dotyczy jedynie samego alkoholu, lecz w ogóle upijania się czymkolwiek. Istnieje w nas takie miejsce, gdzie również upijamy się innymi rzeczami. Są tu te aspekty, które może dostrzec ktoś z zewnątrz, kiedy my ślepniemy i nie rozumiemy problemu. Można upijać się sztuką, studiowaniem, pracą, sportem, wiedzą naukową czy nawet Bogiem – zupełnie zatracając siebie. W takim stanie gubimy zdolność do jasnego postrzegania i poprawnej refleksji. W buddyzmie Mahajany wszystkie te przykłady uważane są za podlegające wskazaniu o nie zwodzeniu prawdziwego siebie. Nawet przywiązywanie się do Boga czy Buddy i grzęźnięcie w nim, jest nie przestrzeganiem tego wskazania. Jakbyśmy nie byli za coś wdzięczni, to ważne jest nie upajanie się tym. Doświadczanie swobodnie przepływającego umysłu, który w niczym nie grzęźnie, jest zwane nie upijaniem się alkoholem. To jest czysty, prawdziwy umysł ludzki.

3. Cierpliwość

Kiedy wypalimy wszystkie pragnienia, to nasze oko staje się bardziej wyostrzone. Musimy całkowicie wypalić w sobie uczucie nienawiści czy niechęci, gdyż pozostające w nas jakieś uczucia wobec innych sprawią, że będziemy wpływać na nich swoim pozbawionym jasności stanem umysłu. W ten sposób powodujemy dalszy zamęt w społeczeństwie. To jest ten stan umysłu, gdzie wszystko się spaliło, gdzie ogień się wypalił, a pozostał jedynie popiół. To jest jak jesień, kiedy wszystkie drzewa zrzucają liście i powracają swoją energią do korzeni. Ten azjatycki stan umysłu, stan umysłu Zen jest tam, gdzie opadły z powietrza wszystkie cząsteczki kurzu - cichy i spokojny stan umysłu, stan umysłu zazen. Jedynie z tego źródła, z urzeczywistnienia jednego źródła wszelkiego życia można przynosić innym prawdziwy pokój,. Nie jest ono oparte na żadnej dwoistości, ale może pomieścić cały świat. W tym społeczeństwie - rodzic i dziecko są jednością, nauczyciel i uczeń są jednością, szef i podwładny są jednością, to co na zewnątrz i my sami jest jednością, przyroda i ludzie są jednością, buddowie i zwykłe czujące istoty są jednością – a tej jedności można doświadczyć jedynie za sprawą ogromu umysłu. Im większy dwoisty podział, tym większa potrzeba stania się jednym. Sportowcy zmagają się nad konkurowaniem ze sobą i stawaniem się lepszymi od innych – na tym opiera się ich świat. Lecz nawet w świecie współzawodniczenia ze sobą ważne jest, by nie tracić z oczu tego, że wszyscy jesteśmy wzajemnie ze sobą połączonymi istotami ludzkimi. Dzisiaj to poczucie połączenia bardzo się zmieniło w naszych rodzinach. Światy ludzi starych i ludzi młodych już nie pasują do siebie. Rodzice posiadają w sercu miejsce całkowitej ufności w swoje dzieci. Lecz z biegiem lat, poprzez doświadczanie różnych rzeczy, staje się to coraz bardziej podzielone. I im bardziej dziecko dorasta, tym silniej pojawiają się jego własne idee, i tym bardziej wzmacnia się to oddzielenie. Potrzeba w tym miejscu mądrości Boga, mądrości Buddy, mówiącej: deszcz spada równo na ludzi złych i dobrych. Gdy ma się opróżniony umysł, przyjmując wszystko, co się pojawia, tak samo jak wielka ziemia – jest to nazywane cierpliwością. Nie dotyczy ona znoszenia czegoś przy pomocy ciasnego, niskiego stanu umysłu, lecz przyjmowanie ogromnym umysłem wszystkiego, co się pojawia. To jest trzeci aspekt mądrości Buddy. W sutrach mówi się o Furuna Sondźja – uczniu Buddy – który mieszkał w krainie Ikkju, gdzie niewielu ludzi rozumiało ścieżkę Buddy. Z tego powodu mówili tam źle o Furuna Sondźji, a Budda zapytał go, czy zdaje sobie z tego sprawę? Furuna Sondźja odpowiedział: „Czcigodny, jestem wdzięczny ludziom kraju Ikkokju za to, że nie rzucają we mnie kamieniami czy dachówkami”. – „A co byś zrobił, gdyby zaczęli rzuca

w ciebie kamieniami”? –„Czcigodny, ci ludzie mają współczujące serca, i gdyby nawet rzucali we mnie kamieniami, to nie zasiekają mnie mieczami. Za to jestem im wdzięczny”. – „Furuno, a gdyby mieli cię posieka

mieczami, to co byś wtedy zrobił”. – „Czcigodny, wtedy pomyślę sobie następująco: Ci ludzie mają współczucie, i uwalniają mnie od tego ciała pełnego pragnień i zamętu. Jestem im za to wdzięczny”. – „Furuno, właśnie dokładnie z takim stanem umysłu możesz wyzwalać i nauczać ludzi z krainy Ikkokju. W ten sposób Budda pochwalił Furunę i wysłał go do krainy Ikkokju. Żeby ustanowić krainę Buddy, musimy brać na siebie wiele trudów. To jest mądrość cierpliwości.

4. Pilność i wysiłek

W sutrach Budda przedstawia starannie nauki o właściwym wysiłku. W Juikjogjo - swoich ostatnich naukach - w pełnię księżycową w dniu 15 lutego, przed wejściem w nirwanę, z wielką dobrocią mówił jak matka dająca ostatnie troskliwe wskazówki dziecku wybierającemu się w podróż. W starożytnych czasach, ogień rozniecano pocierając o siebie dwa kawałki drewna tak długo, aż się zapaliły, zaś później krzesano ogień uderzając o siebie dwa kamienie i wywołując iskrę, która zapalała przygotowane gałązki. Jeśli pocieramy kijkiem o kawałek drewna, to gdy zatrzymamy się nawet na chwilę, musimy zacząć od początku, wysilając się tak samo. To jest jak zdjęcie czajnika z wodą z ognia zanim zacznie się ona gotować; jeśli chcemy ją zagotować, musimy ją ponownie postawić na ogniu. To samo jest prawdą w praktykowaniu zazen. Jeśli praktykujemy od wielu lat i nie urzeczywistniamy oświecenia, nie znaczy to, że zazen jest złe. Znaczy to, że nie doprowadzamy go do punktu końcowego. Musimy siedzieć, dopóki nie zgubimy całej świadomości ciała i myśli, nawet samego uświadamiania sobie bycia żywym, i musimy odciąć korzeń swojej energii życia. Jak powiedziano w Mumonkan: weź wszystkie 360 mniejszych kości, 47000 porów włosków, i wypełnij je wszystkie tym Mu. Całą swoją istotą stań się tym Mu. Wkładamy swój umysł w to Mu, aż się w nim stapiamy, aż stajemy się tym Mu i już nie wiemy, co jest Mu, a co jest nami. Jest ono jak rozgrzana do czerwoności żelazna kula w gardle, której ani nie możemy połknąć, ani wypluć.

Umieśćmy to Mu w tym miejscu, gdzie się całkowicie stopiliśmy, a wtedy poczujemy się jak niemowa, który nie może opowiedzieć o swoim śnie, przepełniony radością i szczęśliwością, lecz niezdolny do wyrażenia jej przed innymi. Doprowadzenie ćwiczenia się w zazen tak daleko, nazywane jest mądrością prawdziwego wysiłku. Oznacza to, że nie możemy być zbytnio miękcy – naszą ścieżkę otwiera jedynie taka surowa praktyka.

5. Samadhi

To jest właśnie nasza podstawowa natura. Puszczenie wszystkich rozpraszających czynników zewnętrznych i puszczenie wszystkich przeszkód wewnętrznych– to jest praktyka zazen.

Zazen dotyczy wyłącznie stania się Jednym. Wyrównujemy swoje ciało, swój oddech, i swój umysł. W ten sposób wyrównujemy samych siebie i świat wokół nas. Siadamy we właściwej pozycji, prostujemy i poszerzamy kręgosłup, umieszczając na jego szczycie szyję i głowę, niczym wieżę sięgającą wysoko ku niebu. Taka pozycja najbardziej pomaga uspokojeniu stanu umysłu, i jest najlepsza dla zdrowia. Oddychamy w cichy, rytmiczny sposób, nie wydając żadnego dźwięku. Taki sposób oddychania najbardziej pomaga w utrzymywaniu spokojnego stanu umysłu. Następnie wyrównujemy umysł. Jak powiedział Budda: wszyscy jesteśmy obdarzeni czystą naturą Buddy, lecz za sprawą zamętu i złudzeń nie urzeczywistniamy tego spokojnego stanu umysłu. Kiedy umysł się uspakaja, wtedy w naturalny sposób może pojawić się wrodzona mądrość. A kiedy coś pojawia się w umyśle, to nie zatrzymujemy się na tym, lecz pozwalamy temu przepływać jak płynącej wodzie. Sido Munan Zendźi powiedział: nie myślenie jest dopłynięciem do natury Buddy. Kiedy umysł się uspakaja, wtedy świeci przezeń natura Buddy. Z tego właśnie miejsca może ona dotykać wszystkich wokół nas, może dotykać naszą rodzinę i codzienne życie, i może wnosić pokój w cokolwiek, co napotykamy. Nieustannie podwójnie upewniamy się gdzie stoimy, i wyrażamy skruchę z powodu własnego postępowania, żeby nie działać nigdy z żadnej nieustabilizowanej podstawy. Są to podstawowe wartości, zgodnie z którymi mogą żyć ludzie. Jeśli tracimy je z pola widzenia, od razu pojawiają się kłótnie i nieporozumienia, i czujemy się wciągani tu i tam. Wtedy nieustannie powracamy do tego, by nasze stopy dotykały ziemi. Z tego miejsca możemy pracować na rzecz zrównoważonej przyszłości. Kiedy nasze stopy stoją pewnie na ziemi, wtedy po raz pierwszy możemy zrobić właściwy krok, swobodnie wysuwając stopę do przodu. Takie jest znaczenie medytacji.

6. Mądrość

Tradycja Bodhidharmy głosi: nie bierz sobie żadnej myśli za mistrza. W Zen, mądrością jest: nie-myśl. Naszym przewodnikiem jest Sionensozoku – podążanie za chwilami jasności umysłu. Istotą zwierciadła jest brak myślenia. Oznacza to widzenie rzeczy, odbijanie rzeczy bez dodawania czegokolwiek. To jest działanie mądrości. Zendźi Bankei powiedział, że natura Buddy jest jak zwierciadło. Kiedy coś się pojawia przed zwierciadłem, postrzegamy to, lecz kiedy znika, wtedy nic nie pozostaje. Jeśli przed zwierciadłem pojawia się coś brudnego, ono nie ulega zabrudzeniu z samego powodu odbijania tego czegoś. Jeśli przed zwierciadłem pojawia się coś pięknego, ono nie pięknieje z tego powodu. Samo odbijanie czegoś pięknego nie czyni zwierciadła piękniejszym. W ten sposób Zendźi Bankei nauczał, że prawdziwej mądrości nie da się zebrać z zewnątrz, lecz możemy ją znaleźć jedynie we własnym umyśle. To jest nasz pierwotny umysł, nasza prawdziwa natura. Możemy sami doświadczyć tego, że ani niczego nie dostajemy, ani niczego nie tracimy – tam możemy znaleźć swoją prawdziwą naturę. Postrzegamy rzeczy, widzimy je i słyszymy, lecz zaraz kiedy przemijają, to nie pozostaje jakikolwiek ślad. Jak lalka ruszająca rękami i nogami, w której nie ma żadnej jaźni. Jeśli mielibyśmy wskazać tego, kto powoduje te ruchy, to nie jesteśmy w stanie nikogo znaleźć. Lecz właśnie z tego miejsca, które nie grzęźnie w niczym, stamtąd możemy odpowiadać na zewnętrzne wrażenia z opróżnionym stanem umysłu. To jest działanie mądrości. Jeśli trzymamy się widzianych i słyszanych obrazów, to nie możemy wychodzić z jasności i mądrości. Prawda jest wtedy, kiedy w naszym umyśle nie ma niczego. Z tego stanu możemy postępować w sposób naturalny. Będąc głodni – jemy; będąc zmęczeni – śpimy. Taka czystość działania jest mądrością Buddy. Kiedy mówimy o mądrości Buddy, to łatwo wziąć ją za coś szczególnego. To jest ogromna pomyłka. Prawdziwa mądrość jest tym miejscem, gdzie niczego się nie trzymamy, i w ten sposób jesteśmy w stanie przyjmować wszystko to, co do nas przychodzi.

Jak powiedział Sindo Munan Zendźi: „Umrzyj za życia, i umrzyj zupełnie. Wtedy wszystko co robisz, jest dobre”. Z tego pojawia się prawdziwa wolność. Odrzuciwszy wszelkie złudzenia i zamęt, możemy postępować zgodnie z prawdą rzeczywistości. Z tego stanu wewnętrznej wolności wyraża się poprzez nas mądrość.

Naszej natury Buddy nie dotykają żadne dobre rzeczy – nieważne jak liczne – ani też żadne złe rzeczy – bez względu na ich ilość. Oto jak żył Budda - poruszając rękami i nogami, postrzegając zieloną wierzbę jako zieloną, a czerwony kwiat jako czerwony. Budda słyszał też śpiew wrony czy wróbla - tak samo jak my. Oto jak praktykowali Budda i Bodhidharma – opróżniając umysł i otwierając się na to czyste doznanie. Jeśli urzeczywistnimy to, że nasz umysł jest Mu, że jest pusty, wtedy to Mu jest tym samym Mu, co Mu Buddy czy Bodhidharmy. Jest to mądrość, którą obdarzona jest od samego początku każda istota ludzka, i która może dotrzeć do każdego zakątka tego wszechświata. Pionowo, przenika ona przez wszystkie trzy okresy czasu; poziomo, rozpościera się we wszystkich dziesięciu kierunkach. We wszystkich dziesięciu kierunkach oznacza, że jeśli szczeknie pies, to słyszymy to jako ‘hau'. Kiedy jest nam smutno, płaczemy; kiedy jesteśmy szczęśliwi, śmiejemy się. Możemy poruszać się swobodnie. To jest nasza mądrość, nasza wolność umysłu. Wszystkie czujące istoty są od początku obdarzone tą mądrością. Jedynie z powodu przywiązań i złudzeń, poszukując czegoś wyjątkowego, lekceważymy własną mądrość. Ta mądrość wznosi się ponad dobro i zło. Zrozumieniem ścieżki tych sześciu mądrości, jest urzeczywistnienie takiej właśnie mądrości.

Due to Roshi's busy schedule this year, we are currently not accepting any new questions at this time

Your question to Harada Roshi

Characters remaining 1000


Submit question